środa, 13 lipca 2011

Dzień 30

Start : N 53⁰39.537′ E 014⁰31.119′ 
Obóz  : N 53⁰51.079′ E 014⁰17.472′
Przebyta odległość : 30 km
Pogoda:    
Rano:   zachmurzenie duże,    porywy wiatru.

  Pobudka o 04.00, szybkie pakowanie. Rezygnujemy ze śniadania jakoś apetytu  brak o tak wczesnej porze. Na dodatek okazało się ze dzisiaj 13-ty , w porcie troszkę wieje. W części rybackiej praca wre rybacy wypływają bądź szykują się do wypłynięcia na połów. Startujemy o 04.45 , tuż przy wyjściu z portu przechwytuje nas kuter patrolowy Straży Granicznej SG-046.  Po przywitaniu i ustaleniu szczegółów ruszamy biorąc namiar na  oznaczenia toru żeglugowego. Fale już dość silne dostajemy w tylny bok, troszkę z tego korzystamy bo nas pcha. Sterowanie trudne Artur cały czas koryguje kierunek aby rufa była w stronę fali , na mnie spada całe wiosłowanie.  Poranne zaspanie i zmęczenie mija momentalnie, adrenalina robi swoje. Słonce powoli wstaje, mniej więcej w połowie Zalewu Szczecińskiego wiatr i fala wzmaga się. Panorama cudna wschodzące słonce i przepływający obok durzy masowiec, widok bezcenny ale nie mamy jak uwiecznić, ręce cały czas na wiosłach.  Z okazji skorzystali funkcjonariusze straży robiąc sesje  zdjęciową, obiecali potem podesłać fotki co ciekawe będę to chyba jedne z niewielu robionych przez osoby trzecie. Fala wzmaga się , czasem dochodzi do 1-1,5 metra robi się naprawdę niewesoło, woda przelewa się przez kajak, fartuchy ochronne cały czas w wodzie.  Kuter straży stara się nas ochronić własna burtą ,  nie wiem jak my wyglądamy na tych falach  ale nimi też nieźle trzepie.  Zostało nam jakieś  2 kilometry do wejścia do kanału piastowskiego. Trochę zdryfowaliśmy musimy się ustawić bardziej bokiem do fali, w przerwach miedzy wysokimi falami ciśniemy na wiosła, gdy Idą fale Artur ustawia nas rufa. Jazda jak pływanie w betoniarce. Ostatni odcinek naprawdę ciężki, asekuracja  kutra i świadomość ich obecności w razie niebezpieczeństwa pomaga. W główki kanału wpływamy o 08.45 po przepłynięciu 20 km zalewu.  Nie wyobrażam sobie tego odcinka przy większym wietrze, a takowy zapowiadają na południe i najbliższe trzy dni. Wielki szacunek dla dyżurnej załogi kutra patrolowego SG-046, chronili nas jak mogli i dzięki temu udało się. Dziękujemy panowie, czapki z głów.
Spływ dalszego odcinka to już po czymś takim to pro forma. Co prawda musieliśmy wyglądać dość nędznie bo płynęliśmy  sporym zygzakiem , adrenalina zeszła przyszło  za to zmęczenie.  
Pozdrawiają nas ludzie z nabrzeża obok  placówki Urzędu Morskiego.  Dopływamy do przeprawy promowej Karsibór, tuz przed nią mamy nieoficjalne spotkanie z przedstawicielami Straży Granicznej  koordynującymi dzisiejsza eskapadę. Panowie oficerowie przepraszam ze nie wymienię z nazwiska  ale dziękujemy za Wasz pomysł asekuracji nas w czasie przepłynięcia przez zalew.  Znacie swój akwen i wasza wiedza i doświadczenie okazały się nieocenione. Dziękujemy.
Chwila rozmowy uciski  męskich dłoni i płyniemy w stronę mariny na Karsiborze, cały czas asekuruje nas kuter SG, wpływamy do basenu portowego około 10.20 . Miejsce dla nas nieznane , widzimy na nabrzeżu kajaki, podpływamy . Zostawiam Artura w kajaku a sam idę dopytać się o możliwość noclegu i zacumowania kajaka. Zamieszania sporo, bo kuter straży cały czas w asyście, niebanalny to widok. Mając takie „argumenty” dostaliśmy pełną zgodę i pomoc. Podpływamy jeszcze do kutra aby pożegnać się z załogą  (jest zbyt płytko aby dobili do nabrzeża) . Funkcjonariusze  zasłużyli na kolejkę piwa, ale to może uda się zrealizować w innym czasie  i innym miejscu.  Będziemy pamiętać i dziękujemy raz jeszcze za pomoc!
Z pomocą właścicieli, pracowników oraz turystów wypakowujemy kajak i rozbijamy namiot.
Wylewam wodę z kajaka i wyciągam go na slip. Poleży i posuszy się do soboty. Zostaliśmy zaproszeni  przez właścicieli mariny „ Karsibór” z czego skrzętnie skorzystaliśmy.
Próbujemy wypoczywać ale zaczynają się telefony od mediów i nie wiadomo co robić, bo nawet nie możemy uczcić porannego spływu piwkiem bo może ktoś to źle zinterpretować.    
Przeczekamy tu do soboty, zostało nam do przepłynięcia 10 km, w sobotę mają dołączyć inni kajakarze i wspólnie ruszymy  na finisz. Całość zakończenia jeszcze się  kształtuje bo wszystko zależy od pogody , przy złej bosmanat nie wypuści nas w morze. Swoje prawa maja też media.  Morski Oddział Straży Granicznej  tez ma kilka pomysłów na sobotę, czekamy wiec jak to się wszystko wyklaruje. Zapraszamy tez wszystkich śledzących blog  będących w Świnoujściu na wspólne spotkanie na finiszu  czy tez spłyniecie z nami kajakiem.
Tak blisko a zarazem tak daleko do końca.

wtorek, 12 lipca 2011

Dzień 29

Start : N 53⁰33.115′ E 014⁰37.123′
Obóz  : N 53⁰39.537′ E 014⁰31.119′ 
 Przebyta odległość : 19 km
 Pogoda: słonecznie bezchmurnie,  porywy wiatru.

Pobudka o 07.10, ale w sumie nie śpimy od 06.00 bo wtedy zaczeła pracować żwirownia opodal. Praca maszyn wre, zaczynamy tęsknić za ptactwem które nas budziło świergotem o poranku. Słoneczko świeci już na dobre gdy ruszamy o 08.40 , woda gładka jak lustro więc wiosłuje się w miarę dobrze. Po lewej stronie mijamy terminal paliwowy a chwile zaraz terminal towarowy. Pierwotnie planowaliśmy iść kanałem polickim ale zabudowa portowa nas zniechęciła.  Poszliśmy Odrą tzw. szerokim nurtem mijając po lewej wyspę oddzielającą nas od kanału. Ruch na torze spory, trzeba mieć oczy naokoło głowy, czasu na ewentualna reakcje bywa czasem mało. Trzymamy się blisko brzegu unikając głównego toru.   Fala wywołana idącym w gore rzeki wodolotem „Bosman Expres” wpędza nas w sitowie, śmignęło toto z olbrzymim rykiem silnika i zniknęło za horyzontem. O 09.35 wpływamy na Zalew Szczeciński , bezkres szerokości i długości nas wręcz onieśmiela i przeraża.  Trzymamy się lewego brzegu schodząc z toru, kłopot z głowy z żegluga. Teraz tylko na głowie ewentualny wiatr. Około godziny 13.00 wpływamy do portu w  Trzebieży szukając miejsca dopytujemy przy najbliższym slipie o możliwość zanocowania.  Właściciel nie odmawia ale i nie zaprasza usprawiedliwiając się  biegającym psem .Poleca plaże poza portem,  za jego sugestia  wypływamy z portu i wiosłujemy blisko 1,5 km . Plaża owszem jest pełna kąpiących się ludzi i na dodatek z dala od czegokolwiek. Wracamy troszkę źli za wskazane miejsce. Cumujemy przy jednym z nabrzeży i postanawiam piechota znaleźć jakieś miejsce.
W jednym z zaułków portu znajduje slip obok łodzi miejscowych rybaków. Dopytuje się o zgodę, nie widza żadnych przeciwwskazań.  Dodatkowo proszę o zgodę kapitanat portu, nie mają żadnych przeciw wskazań po przedstawieniu sytuacji. Podpływamy rozbijamy obóz opodal łodzi rybackich około 13.00. Sprawdzamy pogodę, szykuje się niedobry wiatr. Konsultujemy się z  Świnoujskim odziałem SG w kwestii obiecanego  konwojowania. Wiedzą też o pogodzie .  Wspólnie ustalamy start jutro rano o 05.00 i szybka walka z wiosłami aż do starej Świny. Trochę nam głupio z tak wczesnej pory ale sami zaproponowali pomoc wiec będziemy korzystać w miarę potrzeb i  możliwości.  Zalew Szczeciński wbrew pozorom to niebezpieczny akwen przy dużych wiatrach występuje falowanie jak na morzu, zdarzało się ze ginęli ludzie na jachtach  czy łodziach rybackich.  Pierwotnie planowaliśmy przepłynąć go trzymając się brzegu. Patronat Straży Granicznej i ich zaangażowanie w nasze bezpieczeństwo zmieniło troszkę plany. To oni jutro narzucą  nam trasę i dadzą ochronę w razie niebezpieczeństwa. Tylko będzie tak jakoś głupio płynąć naszym „karaluchem” z maksymalną prędkością na zalewie 5km/h gdy łódź hybrydowa straży wyciąga więcej w dryfie.  No cóż załoga będzie musiała być cierpliwa i mieć litry kawy aby nie posnąć.  Jak tak naprawdę będzie okaże się jutro.  Obecnie siedzimy sobie w porcie, obserwujemy życie żeglarskiej braci.  Przy okazji tez obserwujemy miejscowych rybaków przy suszeniu i czyszczeniu sieci.   Pozwoliliśmy sobie na rozpustę w miejscowym barze zajadając się fast foodami  . Zbieramy  siły przed ostatnim trudnym etapem. Jesteśmy w sumie tak blisko i zarazem daleko.
Pozdrawiamy serdecznie.










poniedziałek, 11 lipca 2011

Dzień 28

Start : N 53⁰15.186′ E 014⁰26.481′ 
Obóz  : N 53⁰33.115′ E 014⁰37.123′
Przebyta odległość : 38  km

Pogoda:
Rano: ulewny deszcz,  zachmurzenie całkowite.
Po południu  duże zachmurzenie  porywy wiatru, 
Wieczór : słonce z delikatnym zachmurzeniem,  


Cała noc w namiocie w strugach deszczu, namiot dał rade ale samopoczucie z powodu pogody średnie. Około 11.00 zaczęło się przejaśniać, szybka decyzja, pakowanie i płyniemy ile się dzisiaj da. Każdy metr do przodu to bliżej końca który jest na wyciągniecie reki.
Pakując  się obserwujemy  jak w stronę szczecina Ida barki przerobione na cele turystyczne.
Kajuty mieszkalne z panoramicznymi oknami , taras a na górnym tarasie rowery dla chętnych gdy barka przybije do brzegu. Szkoda tylko ze u nas takich brak, większość tych barek nosi bandery niemieckie, a nawet jedna pod szwajcarska banderą. Starujemy o 11.30 żegnając stanice wodną, deszcz ustał ale wiatr tradycyjnie w twarz. Ruch na rzece spory, mijają nas jachty i motorówki. Trafiła się też podwójnie sprężona  barka wioząca złom pod polska banderą. Na prawej stronie mijamy nieczynne już  kanały i niszczejące śluzy. Oglądają je wspominamy Noteć. Po przepłynięciu 8 kilometrów tracimy z oczu słupki graniczne znak oddalamy się od granicy. Znakiem tez okazała się jakaś miejscowość na lewym brzegu, zabudowa i byle jak sklecone pomosty  niestety świadczyły o przynależności, powiewające poszarpane flagi państwowe były moim zdaniem zbędne. 
Przepływamy pod mostem autostrady A4 mijając m. Siadło Dolne, jako ciekawostkę podam ze była to jedyna miejscowość na trasie naszego spływu z reklamą sklepu dla płynących. Prosty napis „Sklep” i pomost, zakupy zrobiliśmy bez potrzeby wypytywania i poszukiwania jak trafić. Zbyt proste aby można to odkryć. Płyniemy dalej wpływając do kanału Kurowskiego po drodze mijamy kajakarzy syna z ojcem idących w gore rzeki. Pozdrawiamy się nawzajem. Wpływamy ponownie do Odry przepływając pod mostem drogowym i zaraz obok trzem kolejowymi. Za mostami podziwiamy żurawie portowe, które w sumie znamy z Gdyni i Gdańska ale na tym spływie są dla nas egzotyka. Płynąc dalej pozwalamy sobie pomyszkować  troszkę po kanałach i pooglądać starej niszczejącej już zabudowy nadbrzeżnej.
Nawigując za pomocą mapy wpływamy do centrum Szczecina, mijając stojący zaraz obok rzeki dworzec kolejowy przepływamy dalej pod mostami i mijamy cały ciąg remontowanego nabrzeża miejskiego. Przez moment nawet ściągamy się z ciężarówka wiozącą gruz   dosłownie obok nas na wyciągniecie reki , kierowca był szybszy jednak pożegnał nas klaksonem. Z braku dogodnego nabrzeża cumujemy przy barce wiozącej miał węglowy.
Chcemy rozprostować kości a także spotkać z moim kolegą mieszkającym obecnie w Szczecinie  z którym nie widziałem się 17 lat. Spotkanie w dość nietypowym miejscu ale udane, Filip obiecał spotkać się jeszcze z nami w Trzebieży, kombinuje tez jak z nami spłynąć ostatni etap w Świnoujściu. Płyniemy dalej mijając żaglowiec po lewej „Fryderyk Chopin” a po prawej wały Chrobrego z nabrzeżem pełnym statków. Wkroczyliśmy w nowy etap, skończyły się statki rzeczne które nam z rzadka towarzyszyły teraz większość statków to żegluga morska. Ruch na rzece zwiększa się zmuszając do koncentracji, przepływając obok stoczni płyniemy wzdłuż kadłubów zacumowanych statków. Nasz kajak w tej proporcji to dosłownie „karaluch” , napisy na burtach tez brzmią bardzo egzotycznie .  Piorunujące wrażenie gdy się przepływa kajakiem obok takich kolosów. Płyniemy dalej pozostawiając za sobą powoli zabudowania portowe i Szczecin . Ruch na szlaku żeglugowym duży , postanowiliśmy zejść z toru i płynąc blisko brzegu aby mieć czas na ewentualna rekcje . Fale wywołane przepływającymi statkami troszkę czasem nami rzucają jak piłka wiec ustawiamy się z zasady dziobem do nich. Mijamy wyspę Żurawia, zaczynamy się rozglądać za miejscem noclegowym dzisiaj do Trzebieży nie dopłyniemy jest już zbyt późna pora. Brzegi wokoło zarośnięte trzcina i niedostępne , po godzinie udaje się nam znaleźć miejsce na prawym brzegu za wyspą Mnisi-Ostrów na wysokości Polic. Kawałek piaszczystej plaży przy drodze schodzącej do wody.   Przybijamy i rozbijamy obóz , kajak wciągamy na ile się da i cumujemy. Fale wywołane przepływającymi statkami mimo to rzucają nim na brzegu. Mamy nadzieje ze nie zwieje nam znowu, głupio by było tak na ostatnich kilometrach.
Jutro na spokojnie mamy zamiar dotrzeć  do  Trzebieży pozostało jakieś 20 kilometrów , tam przeczekać do dnia następnego i spróbować jeśli nie będzie wiatru i fali przepłynąć zalew szczeciński. W przytani w  Karsiborze chcemy przeczekać do soboty  rano i wtedy  ruszyć na ostatni etap. Czekamy dlatego do soboty aby inni chętni kajakarze mogli nam towarzyszyć aż do plaży.  Wszystkich chętnych zapraszamy.
To tyle na dziś, pozdrawiamy.  
















niedziela, 10 lipca 2011

Dzień 27

Start : N 52⁰45.583′ E 014⁰19.564′
Obóz  : N 53⁰15.186′ E 014⁰26.481′ 
Przebyta odległość : 73km
 Pogoda: słonecznie bezchmurnie,  porywy wiatru.

Pobudka o 06.10 , wczorajszy maraton daje trochę znać po kościach, na dodatek jakoś tak przez cała noc budziliśmy się jakoś bez powodu. Widać niemiecka strona nam nie służyła. Wszystko mokre po wczorajszej burzy, zbieramy się i  ruszamy o 07.30. Przepływamy obok przeprawy promowej obsługiwanej przez prom o napędzie boczno kołowym o wdzięcznej nazwie „Bez Granic”. Tuż obok  stoi cumowany rodzynek wyróżniający się sylwetka i piszczałkowatym kominem holownik parowy „Kuna” niedawno zresztą odrestaurowany , piękny to widok.  Płyniemy dalej walcząc z przeciwnym wiatrem i falami , płynie się troszkę gorzej niż wczoraj.  Po drodze mijamy idący w górę polski holownik pchacz. W pewnym momencie na brzegu widzimy namiot a obok zacumowany kajak,  załoga niemieckie małżeństwo w sile wieku zmierzające do Szczecina. Zegnamy się i płyniemy dalej bijąc kilometry. Mijamy malowniczo położoną m. Neuglitzen a chwilkę potem za mostem stara fabrykę celulozy z czasów wojny. W pewnym momencie mijamy znana już z Wisły tabliczkę kilometrażowa o nr 666 tym razem to jest kilometraż Odry.  Przepływając obok jednej z polskich wiosek Artur rozpoznaje znajome miejsca z poprzedniej wyprawy na  quadzie dokoła granic polski. Cały czas towarzysza nam słupki graniczne polskiej i niemieckiej strony.  Mijamy olbrzymią żwirownie z basenem portowym i zacumowanymi barkami, autostrady pożerają olbrzymie ilości żwiru.
Mija nas sporo niemieckich łodzi idących w dół rzeki w większości załogi stanowią ludzie w wieku emeryckim. Po stronie niemieckiej na wałach przeciwpowodziowych wypasają się stada owiec z rzadka krów. Mijamy miejscowość Ognica a zaraz potem Winduchowa tuz za nią wpływamy  w jaz i wkraczamy na Odrę Zachodnią. Pierwotnie planowaliśmy płynąc standardowym szlakiem przez j. Dąbie omijając Szczecin. Zmieniliśmy plany planujemy zanocować na stanicy wodnej w Gryfinie  a na drugi dzień przepłynąć przez Szczecin . Wersja ta ma swoje zalety ze płynie dalej wzdłuż granicy, potem będziemy płynąc kanałami żeglugowymi poprzez Szczecin  do Trzebieży.   Minus tego taki ze kończy się nam rozpiska kilometrażowa trasy. Wkraczamy na nieznane dla nas wody, lewa strona (niemiecka) zagospodarowana, prawa to zarośnięta chaszczami dżungla. Mijamy sporo łodzi oraz dwa kajaki wszystko z obsadami niemieckimi.  Przepływamy obok dwóch malowniczo położonych miejscowości, niestety nazw nie znamy, podziwiamy dostosowanie nabrzeży do celów turystycznych.
Wszędzie pomosty o  różnych wysokości i obowiązkowo slip do spuszczania łodzi. Oj daleko nam jeszcze do europy. Walcząc z falami  w towarzystwie kilku napotkanych kajaków docieramy do stanicy wodnej „Na Międzyodzrzu” w Gryfinie około 19.30. Po ustaleniu możliwości rozbicia namiotu , wypakowujemy się  i korzystamy z udogodnień stanicy. Ładujemy telefony i korzystamy z prysznicy. 
W międzyczasie przyjeżdżają znajomi Artura z Gryfina Mieczysław i Ewa dostarczając nam kolacje oraz pieczystego kurczaka  z domowym chlebkiem na śniadanie.  Dla steranych kajakarzy była to uczta o której nawet nie marzyli.  Dziękujemy   troskę .

 Pozdrawiamy.










sobota, 9 lipca 2011

Dzień 26

Start : N 52⁰43.204′ E 015⁰11.843′ 
Obóz  : N 52⁰45.583′ E 014⁰19.564′
Przebyta odległość : 80km
Pogoda:
Rano: mgła, potem słonecznie bezchmurnie, bezwietrznie.
Południe: zachmurzenie durze , przelotny deszcz porywy wiatru.
Po południu: burze, silny wiatr.


Dzisiaj nadajemy z Niemiec a z wiadomości wiemy  że Angela Merkel jest w Helu no cóż rozminęliśmy się, ale może od początku. Pobudka o 06.00 na rzece mgła przez która przebija się słonce . Startujemy o 07.10, jest bezwietrznie płyniemy jak po szkle, nurt silny wiec nas sporo ciągnie. Jest sobota na brzegach całe stada wędkarzy , ludzie biesiadują przy stołach z rodzinami a wędkowanie jest tylko tłem.  Ludzie jak mogą starają się wykorzystać pogodę i wolny czas co się chwali. Rzeka meandruje, na brzegach kamienne ostrogi koryto czyste czasem trafi się mielizna. Gdy nie ma ludzi na brzegach sporo ptactwa drapieżnego, dzikie gęsi oraz znowu udało nam się podpatrzeć Dudka. Ruch na rzece rzadki parę łódek wędkarskich oraz zacumowany statek Nadzoru Wodnego w Świerkocinie. Krótko przed Kostrzynem mijamy położony na lewym brzegu Rezerwat Przyrody Słońsk.  Dopływamy do Kostrzyna nad Odrą , za mostem drogowym nabrzeże miejskie które raczej dostosowane jest do większych jednostek niż kajak. Robimy krotka przerwę na zakupy, chleb, woda i trochę drobiazgów. Postanawiamy wpłynąć w Odrę i na jej brzegach szukać noclegu na dziko. 
O godzinie 15.32 po przepłynięciu w dniu dzisiejszym 52,790 km dopływamy do Odry. Dotarliśmy do granicy, wkraczamy na ostatnią rzekę, robimy pamiątkową fotografie z pomocą wędkarza wędkujące go na ostrodze. Ruszamy dalej, płynie się trochę dziwnie widząc po jednej i drugiej stronie słupki  graniczne. Rzeka sama w sobie szeroka uregulowana o dość wysokim stanie wody i szybkim nurcie. Na brzegach podobnie jak na Warcie  wysyp wędkujących i odpoczywających ludzi. Po jednej i drugiej stronie rzeki wypasają się stada krów. Zwiększa się też ruch na rzece, mijamy idący w górę polski jacht oraz kilka motorówek niemieckich. W mijanej po niemieckiej stronie miejscowości Gross Neuedorf przy przystani podziwiamy zagospodarowaną  kolejowa stacje przeładunkową, wagony  z panoramicznymi szybami zamienione na domki kempingowe, zabudowania przerobiono na luksusowe apartamenty. Wszystko to z zachowaniem starej architektury, widoki z okien oczywiście na rzekę. . Zaraz obok przystań i cała masa ścieżek rowerowych. Płyniemy dalej powoli rozglądając  się za miejscem na biwak, łapiemy przelotny deszcz . Mijamy m. Czelin a zaraz potem Błeszyn , brzegi albo  zarośnięte, albo zadeptane i upstrzone przez krowy, albo zajęte przez wędkujących.  Decydujemy się w pewnym momencie na trawiasta łąkę po stronie niemieckiej.  Myślę ze nikt z zachodnich sąsiadów nie weźmie nam tego za złe ze złożymy im krótka wizytę. Kończymy spływ o godz.  18.30  dzisiaj pobiliśmy dwa rekordy długości spływu w danym dniu i prędkości. Wspierani przez nurt i wiatr w plecy wyciągnęliśmy 15km/h ale to był krotki zryw. Tak wiec siedzimy sobie w namiocie po niemieckiej stronie Odry, patrząc od środka jak nasz namiot walczy z szalejącą wichura i burzą.  Lepsza burza w namiocie niż w kajaku. Jutro chcemy dotrzeć do Gryfina, dystans spory ale jeśli aura będzie sprzyjać damy radę.    


P.S. Przed chwilą dotarła do nas też smutna wiadomość o tragicznej śmierci trójmiejskich kajakarzy  Jarosława Frąckiewicza i Celiny Mróz. zetknelismy sie z nimi na tegorocznych "Kolosach".    
   Jeśli człowiek nie chce się zadowolić  biernym przemijaniem musi  podjąć ryzyko życia, a  życie zmusza nas do podjęcia ryzyka przeżywania. Począwszy od narodzin, chronieni wprawdzie przez tych, którzy umieją nieść pomoc, stajemy twarzą w twarz z niebezpieczeństwem działania. By nadążyć  za rytmem życia, w drodze ku jego wyżynom, najpierw trzeba wstać. Potem jest już tylko wznoszenie się, coraz wyżej. Wyżej niż kołyska, nad która przesuwały się niebo, wierzchołki drzew i bliskie twarze. Wyżej niż mały człowiek wkraczający dopiero w życie.  Wyżej niż cienie strachu.  Wyżej niż własne ja, każdego dnia coraz wyrazistsze. Wyżej niż spojrzenia innych ludzi. Wyżej, ku szczytom  świata, gdzie każdy dzień niesie ryzyko utraty życia .