sobota, 14 maja 2011

    Mając kajak grzechem i szczytem ignorancji nie było by go przetestować. Akurat w ta sobotę aura nam postanowiła sprzyjać, więc ustaliliśmy spływ po Zatoce Puckiej z Jastarni do Helu. Odległość w sumie niewielka bo 12 km, zatoka to nie rzeka ale ten akwen akurat świetnie nadawał się do symulacji spływu po zalewie (przepływać będziemy min. przez zalew Soliński i  zalew Włocławski). Duże falowanie, wiatr to czynniki z którymi będziemy się zmagać. Zatoka ma ta zaletę ze jest akwenem płytkim 1,5-2 m wiec w razie wywrotki jakoś łatwiej będzie wykaraskać się z opałów. Dodatkowo chcieliśmy sprawdzić sterowność kajaka pod balastem oraz mocowanie wózka inwalidzkiego.
Samo wodowanie w porcie w Jastarni przebiegło bezproblemowo dzięki pomocy naszego wspólnego kolegi Radka (dzięki Radek raz jeszcze). Kajak zapakowaliśmy balastem oraz przymocowaliśmy wózek i w drogę. Radek z synem pomachał nam jeszcze z główek wejściowych portu, potem zaopiekował się samochodem odwożąc go powrotem do Helu gdzie umówiliśmy się na spotkanie na „małej” plaży.
Popłynęliśmy i  jak to bywa na początku,szło naprawdę rożnie. Mielimy trochę problemów z sterownością, płynęliśmy sporym zygzakiem.
Już w fazie zamawiania kajaka w Aquariusie uznaliśmy ster za zbędny, z prostej przyczyny pedały sterujące sterem powinny się znajdować w tylnym kokpicie gdzie ustaliliśmy miejsce dla Artura. Wstawienie wolantów do przedniego kokpitu było technicznie możliwe, ale cięgna musiały by iść przez komory i miały by długość około 5 m. A sterowanie takimi cięgnami wymagało by sporego wysiłku w nogach.


Wybraliśmy opcje mniej skomplikowaną czyli sterowanie wiosłem przez Artura w tylnym kokpicie. Technika prosta ale wymagająca nabrania doświadczenia które jako tako zaczęło przychodzić po około 8 km .  W międzyczasie płynąc mijaliśmy  po lewej stronie Ośrodek Prezydencki w Juracie  starając się ominąć wyznaczony bojami akwen ośrodka   zamknięty dla żeglugi. Mimo tego po minięciu Juraty zostaliśmy „wytropieni” przez motorówkę Morskiego Oddziału Straży Granicznej. W krótkiej ale milej rozmowie wyjaśniono nam ze akwen po którym płyniemy został zamknięty do niedzieli do godziny 14.00 . Prawdopodobną przyczyną takiej sytuacji był weekendowy wypoczynek którejś osób ze sfer rządowych.  Nasza niewiedza tez wynikała w pewnym stopniu z ignorancji, wystarczyło się zapytać w którymś z bosmanatów portu o sytuacje na zatoce.
Nie mniej  nie wyciągnięto wobec nas żadnych sankcji  i  życzono nam szczęśliwej  drogi do Helu. Przypuszczamy ze nasz kajak z wózkiem inwalidzkim i dwoma zasapanymi  pasażerami nie stanowił zagrożenia dla ogólnego bezpieczeństwa.

Pozdrawiamy funkcjonariuszy Morskiego Oddziału Straży Granicznej, następne takie spotkanie już  oficjalne zaplanowane w  Świnoujściu.

Płynąc dalej do Helu poznajemy kajak, świetnie trzyma się na fali i pod wiatr, utrzymywaliśmy  średnią prędkości  5 km/h co jak na debiut uznajemy za dobre tępo.       
Dopływając do „małej  plaży” w Helu postanowiliśmy wycisnąć ile się da z nas i kajaka, osiągnęliśmy 11 km/h  wyhamowując ku przerażaniu  turystów z impetem na plaży. Jeszcze większe zaskoczenie i ciekawość wzbudziło nasze wypakowywanie, wózek Artura oraz balast czyli blisko 60 kg piasku. Bo któż normalny przywozi piasek na plażę kajakiem. Potem już tylko pakowanie gratów z pomocą Radka do samochodu i jazda do Artura aby podsumować dzień i przemyśleć nowe doświadczenia.    

środa, 11 maja 2011

Powoli też samoistnie dzielimy się rolami w przygotowaniach, Artur zajął się nie wdzięczną a jakże potrzebna robotą jaka było poszukiwanie sponsorów, a ja sprawami ogólnie nazywając logistycznymi. Dużą pomoc okazał Maciek z Kolibki Adventure Park w Gdyni (dzięki raz jeszcze Maciek) min. kontaktując nas z Andrzejem z eKajaki.pl, dzięki temu uzyskaliśmy w pełni profesjonalne doradztwo w kwestii kajków, wyposażenia i samego spływu. Kto jak kto ale to są kajakarze z wieloletnim doświadczeniem, a praktycznie spławiają w sezonie co weekend kilkaset osób.
Doposażyli nas też w potrzebny sprzęt w pełni sprawdzony w rożnych warunkach.
Pasjonaci zawsze zrozumieją pasjonatów.

Nadszedł tez dzień odbioru kajaka z Aquariusa, oprócz wspominanych wcześniej przeróbek wybraliśmy w miarę możliwości dość jaskrawy kolor pomarańczowy w imię hasła : Bądź widoczny.
Przeraża mnie tylko jego długość 630 cm, bo waga 36 kg nie stanowi problemu, ale jego gabaryty, na przenoskach mogą mi popsuć sporo krwi.
Teoretycznie opracowaliśmy technikę wykorzystania wózka Artura do przewozu kajaka- jak to wszystko się sprawdzi życie zweryfikuje. Generalnie podczas spływu w tej kwestii będę mógł liczyć tylko na siebie, wózek Artura tudzież postronne osoby. Ale decyzja o naszym spływie była i jest w pełni świadoma i wiemy na co się porywamy, a nikt nie mówił ze ma być łatwo.

wtorek, 19 kwietnia 2011


Dzięki korespondencji z fundacja Marka Kamińskiego jakoś wgryźliśmy się w środowisko kajakarzy.
Dostaliśmy namiar na producenta kajaków firmę Aquarius z Żukowa, po wstępnym spotkaniu zgodzili się dostosować i odpowiednio wzmocnić wybrany przez nas model kajaka dla osoby niepełnosprawnej. 
Testowaliśmy kilka modeli na jeziorze w okolicach Żukowa. Każdy z modeli miał swoje wady i zalety. Koniec końców zdecydowaliśmy się na wersje kompozytową : kajak Explorer Family 630. Kajak dość długi i przez to mało sterowny ale za to środkowy kokpit zamieniliśmy na luk bagażowy w którym będziemy mieli dodatkowe miejsce na bagaże, a na górę luku postanowiliśmy dać wózek inwalidzki. Dodatkowo przerobiono siedzisko dla Artura, wzmocniono wręgi tylnego kokpitu, oraz zamontowano mocowania do pasów mocujących wózek oraz jego koła.

wtorek, 11 stycznia 2011

Z prądem pod prąd- kiedy, gdzie i dlaczego?

Od kilku lat chodził mi po głowie pomysł przepłynięcia kajakiem Polski po przekątnej wykorzystując naturalny bieg 7 rzek: Sanu, Wisły, Brdy, kanału Bydgoskiego, Noteci, Warty, Odry.
Nie jest to jak się okazuje nowatorski pomysł, bo jak się okazuje że w 1989 roku Pan Aleksander Doba przepłynął Polskę po przekątnej z Przemyśla do Świnoujścia, i zajęło mu to 13 dni. Ale jak się tu równać z człowiekiem, który w tym roku jako pierwszy samotnie przepłynął kajakiem Ocean Atlantycki z kontynentu na kontynent (z Afryki do Ameryki Południowej), wyłącznie dzięki sile własnych mięśni. Pełen szacunek dla wieku i zapału dla tego sportu.
Śledząc jego życiorys odnoszę wrażenie ze większość życia spędził w kajaku i to w większości samotnie.
Jako ze uważam ze człowiek jest zwierzęciem stadnym zacząłem się rozglądać za partnerem do spływu. W ubiegłym roku kolega Artur Labudda objechał samotnie quadem Polskę dookoła.
Jako ze utrzymujemy od długiego czasu koleżeńskie kontakty, a swego czasu włóczyliśmy się UAZ-em po Syberii, więc podróżowanie mamy we krwi.
Artur w tym roku miał „wolne moce przerobowe”, więc zaszczepiłem mu pomysł spływu kajakowego. Dla niego to kontynuacja projektu „Granicami bez granic” (http://www.granicamibezgranic.pl/) tym razem po przekątnej. Obydwoje o podobnym znikomym (!) doświadczeniu kajakarski, zaczęliśmy planować i organizować spływ. Spływ postanowiliśmy rozpocząć w górnym biegu Sanu w Siankach, jednakże gdyby stan wody nie pozwalał na spławienie kajaka następnym miejscem rozpoczęcia ustaliliśmy m. Żurawin w gminie Lutowiska przy granicy Polsko-Ukraińskiej. Zakończenie zaplanowaliśmy na plaży obok „wiatraka” u ujścia rzeki Odra do morza w Świnoujściu.




Termin rozpoczęcia spływu 14 czerwca, a zakończenie z końcem lipca. Za cel tego spływu obraliśmy promowanie walorów turystycznych Polski, popularyzację kajakarstwa turystycznego i turystyki osób niepełnosprawnych -bo o ile wcześniej nie wspomniałem Artur jest osobą niepełnosprawną... Oraz przeżycie wspólnej pięknej przygody... , bo przygoda zaczyna się w momencie wyjścia z domu i nigdy nie wiadomo co przyniesie!