wtorek, 5 lipca 2011

Dzień 22

Start : N 53⁰07.824′ E 017⁰38.438′ 
Obóz  : N 53⁰04.943′ E 017⁰13.707′
Przebyta odległość : 31 km
Pogoda:  zachmurzenie zmienne , po południu przelotny deszcz.

Pobudka około 06.00, za namiotem mgła powolutku się unosi. Pakujemy graty, śniadanie, do ostatniego momentu  czekamy z zwijaniem namiotu aby obsechł. Kajak  stoi jak zabetonowany przy nabrzeżu rzęsa nie pozwala mu drgnąć. O 07.00 przychodzi  Pan z obsługi śluzy, powolutku napełnia ją. Troszkę konwersujemy, z rozmowy wynika że prace ta traktuje raczej jako pasję połączoną z rodzinna tradycja. Około 07.30 śluzujemy się żegnając   „Józefinkę” , po niecałym kilometrze dopływamy do śluzy nr 8 „Nakło Wschód” która obsługuje Pan w średnim wieku. Chwila rozmowy śluzowanie, tuż za śluzą z zabudowań gospodarskich śluzy macha nam prawdopodobnie jego  żona.   
Wpływamy do Noteci tym samym przepływając dzisiaj ostatni 1800 metrowy odcinek z 24,5 kilometra kanału bydgoskiego. Dopływamy powoli do Nakła nad Notecią , mijamy zacumowane statki motorowe oraz holownik-pchacz. Zaraz obok stanica klubu wodnego. Noteć przepływa  obrzeżami miasta, choć dziwnie tak gdy z okien na wyciągnięcie reki przyglądają nam się ludzie. Zostawiamy powoli miasto za sobą, brzegi rzeki porośnięte trzcinami, nurt prawie znikomy przez co w rzece sporo wszelakiej roślinności. Rzeka dzięki temu ze meandruje nie jest monotonna.  Dopływamy do śluzy nr 9  „Nakło Zachodnie”, Artur korzystając z dogodnego wyjścia i gościnności odwiedza toaletę , a sympatyczny Pan w tym czasie obdarowuje nas naręczem, folderów o Noteci i śluzach.  Z dumą pokazuje fotografie swojej śluzy.  Wypisując w książce skąd i gdzie płyniemy pokazuje na naściennej mapie konkretny punk rozpoczęcia spływu. Trochę go zatkało.    Żegnając się płyniemy dalej . Przed nami około 10 km do następnej śluzy. Rzeka wije się, krajobraz niezmienny , szuwary i łąki wokoło.
Powolutku dopływamy do śluzy nr 10 „Gromadne”, na lewym brzegu masywny ceglany budynek obsługi. Śluzę obsługuje miła Pani z synem.  Płacimy za ta i następną śluzę,  żegnamy się i płyniemy dalej. Strome uregulowane brzegi, niezmienne szuwary i zarośla. Jakże to inny krajobraz od wiślanego. Po dwóch godzinach wiosłowania dopływamy około 15.00 do śluzy nr 11 „Krostkowo”, Pan z obsługi mieszka obok w zabudowaniach gospodarczych. Prosimy o możliwość rozbicia namiotu, do następnej śluzy przeszło 40 km , brzegi po drodze niedostępne zdecydowaliśmy się na wczesny postój.  Rozbijamy namiot na łączce pomiędzy śluzą a zabudowaniami.
Jest prąd wiec spróbujemy podładować telefony i inne baterie.  Juro planujemy przeskoczyć ten troszkę niedostępny odcinek do następnej śluzy bądź troszkę dalej.  Za trzy dni chcemy skończyć spływ Notecią i dotrzeć do Warty, czy nam się uda no cóż może siły i aura zezwolą.  

Niektórzy w najlepszej wierze chcą czasem chronić nas  przed niebezpieczeństwem. Nie bierzemy  im tego za złe nawet mając świadomość ograniczania swobody. Powiedzcie im , by nie przekraczali własnego świata próbując iść naszym śladem. Pamiętajcie, ze przygoda wolności to właśnie bycie sobą!

Pozdrawiamy .













poniedziałek, 4 lipca 2011

Dzień 21

Start : N 53⁰07.600′ E 018⁰08.007′
Obóz  : N 53⁰07.824′ E 017⁰38.438′ 

Przebyta odległość : 36 km
Pogoda:  zachmurzenie zmienne , po południu przelotny deszcz.


Pobudka o 05.30, zwijamy obóz. Późnym już wieczorem woda przybrała  wiec podciągnąłem kajak, rano woda opadła zaś ciąganie kajaka. Około 07.00 podpływamy pod śluzę  nr 1 „ Czersko Polskie”, koło śluzy czeka też  motorówka   „Uśmiech” z Gdyni. Jej właściciele para w średnim wieku podobnie jak my oczekuje śluzowania od wczoraj. Bardzo sympatyczni ludzie podróżują sobie po Polsce i nie tylko . Tera planują zrobić wielka pętle wielkopolski i być morze będziemy się mijać na kilku śluzach. 
Równo o 07.00 drzwi śluzy otwierają się dostajemy zielone światło, śluza podnosi wodę, potem uiszczanie  magicznej kwoty 3,64 zł i wpływamy ponownie na Brdę.  Mijamy tor wyścigów wodnych i podpływamy pod most kolejowy. Pod nim sygnalizacja oświetleniowa, mamy czerwone światło (?).
Czekamy chwil kilka na zmianę , bezskutecznie. Ryzykujemy wpływając dalej i jakoś przez blisko 2 godziny  nie mijaliśmy nic płynącego z naprzeciwka . Światło wiec miało jakąś awarie bądź robiło psikusa.  Zaczyna się koryto rzeki z uregulowanym brzegiem, choć widać na nich lata zaniedbań. Mijamy spore ilości tratw leżakującego w wodzie drewna . Rzeka nad podziw czysta i przejrzysta , miłe zaskoczenie gdy porównujemy ja do Wisły.  Dopływamy w okolice śródmieścia Bydgoszczy , zaskakują nas przystanki tramwaju wodnego rozwożącego ludzi po kluczowych miejscach miasta.  Dziwnie się jakoś płynie  mając na wyciągniecie reki spacerowiczów, biegaczy czy rowerzystów. Bydgoszcz swego czasu ze względu na bieg i układ rzek nazywana była  „Wenecją Północy” . Przez dłuższy czas zapaści zaczyna renesans i wraca  do starych tradycji. Płyniemy mijając budynki i stare kamienice. Mijamy mosty które maja tablice informacyjne dla wpływających informujące o nazwie mostu i przebiegającej ulicy.  Wpływamy do starówki, przybijamy do przystanku tramwaju wodnego zaraz obok barek. Chwila odpoczynku i okazja do spotkania z umówionymi przyjaciółmi.  Ja spotykam się z dawno nie widzianą Ludmiła a Artur z Maćkiem. Troszkę to egzotyczne spotkanie biorąc pod uwagę sytuację ale głupio by było nie spotkać przepływając obok . Po około 30  minutach  żegnamy się uciekając przed tramwajem wodnym. Płyniemy poprzez stare miasto mijając spichlerze i nowoczesny gmach opery.  Tuz zaraz obok podpływamy do śluzy nr 2 „Bydgoszcz Zachód” 
Obsługa czujna bo bez żadnych wezwań otwierają się wrota i dostajemy zielone światło. Wyskakuje regulując należność, przy okazji wyjaśniam gdzie i skąd płyniemy.  Panowie z obsługi dzwonią zaraz z informacja o nas na śluzę nr 3 aby byli w gotowości. Żegnamy sympatyczna obsługę, zresztą jak się okaże potem osoby pracujące w tym fachu to bardzo serdeczni i uczynni  ludzie.
Płyniemy dalej walcząc z narastającym nurtem i wiatrem. W okolicy przystanku wodnego „Astoria” mijamy grupkę małoletnich kajakarzy podczas treningu. Pozdrawiamy ich , a jedna z dziewczynek poucza nas że kiepsko płyniemy i źle wiosłujemy .

Cała pycha przebytych kilometrów i przygód  z nas opadła ;-).


Płyniemy dalej mijając ceglane kolejowe mosty, walczymy z wiatrem i nasilającym prądem. Mamy mały zgrzyt z wędkarzami, mimo tego że z zasady staramy się omijać żyłki i spławiki to i tak panowie maja jakieś „pretensje” że płyniemy obok . Pewno ryba nie brała albo piwko się skończyło.    
Walcząc dalej z prądem o godz. 13.10 i przepłynięciu dzisiaj 13,200 kilometrów  wpływamy w Kanał Bydgoski.  Następny  choć  krotki  14 kilometrowy odcinek rzeki zrobiony.
Zaczynamy Kanał Bydgoski wpływamy do śluzy nr 3 „Okole”  gdzie przesympatyczna Pani obsługująca śluzę informuje nas ze na następnej śluzie już na nas czekają (chcą nas chyba wykończyć), inkasuje należność wszystko to bez potrzeby wysiadania z kajaka. Jako ciekawostkę warto wspomnieć ze na tej śluzie nagrywano jeden z odcinków „Czterech pancernych i psa”. Płyniemy dalej , po jednym kilometrze  wpływamy do śluzy nr 4 „Czyżówka”. Szybkie sprawne i bez emocji , pełny profesjonalizm, przy okazji otrzymujemy informacje ze czeka na nas następna śluza- powariowali czy co ;-).
Wypływamy żegnając się, mijamy zacumowane na kanale motorówki, kanał biegnie wśród domów mieszkalnych ,  chodnikami spacerują ludzie, zaraz obok jeżdżą auta. Troszkę do dla nas egzotyczny widok, choć obserwujący nas ludzie raczej nas uznawali za egzotykę o czym świadczyły ciekawe spojrzenia. Dopływamy mijając zakłady chemiczne do śluzy nr 5 „Prady”. Ta śluzę obsługuje sympatyczna Pani z gromadką dzieci. Od tego miejsca zaczynają się śluzy obsługiwane ręcznie,  więc kręcenia korbami co niemiara. Śluzy wybudowane  na początku XX wieku jak widać mimo słusznego wieku dają jeszcze radę. Pomagam Pani odblokować zapchane rzęsą, gałęziami i wodnym zielskiem wrota. Pracujący na śluzach mają morze i ciekawa pracę , ale jest to ciężki kawałek chleba. Większość mieszka zaraz obok śluzy więc są na ciągłym „dyżurze’” Żegnamy sympatyczną rodzinkę i płyniemy  do oddalonej 1 km dalej następnej śluzy oczywiście już powiadomionej.
Obsługa śluzy nr 6 „Osowa Góra” prowadzona przez małżeństwo, błyskawiczna miła i profesjonalna. Prosimy o powiadomienie śluzy nr 7 że nie będziemy się śluzować ale zanocujemy przy jej nabrzeżu.   
Żegnamy się i płyniemy dalej. Szczerze zaczynamy podziwiać wysiłek i sympatie  tych ludzi.
Choć sami przyznali że nie lubią ludzi w kajakach. Opowiadają jak to czasem przypływają kajakarze  aby śluzować się i wrócić zaraz po 10 minutach z powrotem. Nie doceniwszy ogromu tej ręcznej pracy. Nas chyba zakwalifikowali do troszkę innej nacji i kategorii w związku z czym mamy ciepłą i miła obsługę. Płyniemy dalej w kierunku śluzy nr 7, załapaliśmy „doła” , przed nami 17 km idealnie prostego odcinka kanału. Zero prądu, niezmienny krajobraz pól, czasem drzewa. Walczymy z monotonią blisko 3,5 godzinny . Jakoś przebijamy się w okolicach śluzy poprzez gruba warstwę rzęsy do nabrzeża. Pan z obsługi dopytuje się o śluzowanie, na dziś mamy dość umawiamy się na jutro rano.  Rozbijamy obóz przy malowniczej śluzie nr 7 „Józefinka”, kolacja , zakupy w pobliskiej m. Występ. Z dodatkowych wieczornych atrakcji to zabieg   usunięcia kleszcza, mam nadzieje ze nie da mi się żadna infekcja. Dzisiejszy dzień pełen wrażeń, jutro chcemy dopłynąć do śluzy nr 11 ale to już bedzie daleko na Noteci.   
Pozdrawiamy spod Nakła nad Notecią.

P.S.
Specjalne  podziękowania za telefoniczny   doping  Pani  „Mrówce”, dziękuje raz jeszcze za słowa otuchy.


niedziela, 3 lipca 2011

Dzień 20

Start : N 53⁰00.367′ E 018⁰35.667′ 
Obóz  : N 53⁰07.600′ E 018⁰08.007′
Przebyta odległość : 38 km
Pogoda:  totalne zachmurzenie  , mżawka.

Pobudka o 07.00 , pakowanie, śniadanie a na koniec pyszna kawa zaserwowana przez Asie. Za oknem mżawka i pochmurno. Z cała rodzina Sławka jedziemy do przystani, kajak leżał na ośrodku wioślarskim tak jak go zabezpieczyliśmy.  Pakujemy na wózek i przez nikogo nie niepokojeni ciągniemy go na slip, potem pakowanie i pamiątkowe zbiorowe zdjęcie. Odpływamy około 11.00 pozostawiając na brzegu do końca nas żegnających  Sławka i Joannę z ich Land Roverem w tle. Miła to była gościna, chciało by się jeszcze, ale szlak wzywa. Do następnego spotkania, zatem- pozdrawiamy, raz jeszcze dziękujemy za pomoc i wspaniałe przyjęcie. Żegnamy gościnny Toruń.  
Rzeka nam dzisiaj sprzyja, mimo pochmurnego nieba, przelotnej mżawki płyniemy bez wiatru, a prąd rzeki dobrze  nas niesie. Wiosłując chwilami osiągamy średnią prędkość na poziomie 8 km/h, koryto rzeki  jest uregulowane  bez mielizn, a  nabrzeżne ostrogi całe,nie porozbijane, przez co nie tworzą  podwodnych kamiennych progów. Po przepłynięciu 5 km na jednej z ostróg widzimy żegnających nas ponownie Sławka i Joannę. Przy okazji poinformowali na, że  przed nami płynie na lekko jakiś dwuosobowy kajak.  Próbujemy go dogonić, lecz mimo nadanego szybkiego tempa nic nam nie ukazuje się na horyzoncie. Mijamy stanicę WOPR-u w Solcu Kujawskim, gdzie dyżurny macha nam pozdrawiając. Nieco dalej przepływamy obok gromady barek z wydobytym piaskiem na pokładzie.  Daleko, daleko majaczą zabudowania Bydgoszczy. Mijamy ujście starej Brdy i   o godz. 15.00 wpływamy na 772 kilometrze Wisły w  ujście nowej Brdy.  

 Żegnamy Wisłę   po której wodach przebyliśmy   480  kilometry .

Mijamy po lewej  stara śluzę i podpływamy pod nowa. Z tablicy zamocowanej  na jednym z filarów czytamy zapisana ręcznie flamastrem informacje odnośnie godzin otwarcia  i nr telefonów. Z godnie z planem planujemy zanocować aby od 07.00 rozpocząć śluzowanie. Szukamy dogodnego wejścia dla Artura , musimy się cofnąć w okolice starej śluzy gdzie znajdujemy dogodne miejsce na obóz.   
Skończyły się piaszczyste łachy i wyspy, zaczęły się błotniste strome niedostępne brzegi, skończył się też nurt, czeka nas 14 km pod prąd rzeki Brdy , a potem stojąca woda w kanale.
Rozbiliśmy obóz o 15.30 , zabezpieczamy kajak, planujemy wstać wcześnie i spróbować w godzinach otwarcia śluz tj. 07.00-15.00   przepłynąć przez działające śluzy i uniknąć przeniosek.
Trwamy i pozdrawiamy z Bydgoszczy.  

My płyniemy, a tu znajomym dzieci się rodzą:) Aniu, Wiesio- serdeczne gratulacje i życzenia zdrowia dla całej Rodzinki.






sobota, 2 lipca 2011

Dzień 19

Dzisiejszy dzień upłynął na błogim odsypianiu, ostatni odpoczynek przed Trzebieżą za
Szczecinem  gdzie planujemy następny dłuższy  przystanek.
Dzisiaj dzięki uprzejmości Sławka i Joanny udało się tak jak obiecałem wrzucić zaległe fotografie,
 Przyjechali też Kasia „Owi” i Maciek z Gdańska przywożąc z sobą moja żonę Ewę i syna Jędrzeja.     
 Blisko 20 dni się nie widzieliśmy, miło było posiedzieć  i porozmawiać w rodzinnym gronie.
Tak jakoś wyczuli moment bo stęskniłem  się za nimi, przed nami jakieś z grubsza licząc następne 20 dni spływu. Pogoda za oknem fatalna, deszcz i wiatr. Generalnie tylko przypadek sprawił ze odpoczywamy na domowych pieleszach nikt nie planował tego terminu i pogody.
Jutro ponoć ma się wypogodzić, życie zweryfikuje  prognozę meteo. W południe żegnam rodzinę, wracają do trójmiasta. Dziękuje raz jeszcze Kasiu i Maćku za odwiedziny, czytaliście w myślach.    
Po południu zasiadamy przy kominku w pracowni „Hansa” w ciepełku  patrzymy na ”psią” pogodę za oknem. Jutro bez względu na sytuacje ruszamy  w kierunku Bydgoszczy, nocujemy przed śluzą, w poniedziałek rano próbujemy się śluzować około południa chcemy wpłynąć w centrum miasta.
Potem będziemy walczyć z pozostałymi śluzami, gdy dotrzemy do Warty skończymy tak naprawdę technicznie  najtrudniejszy odcinek. Śluzy są ponoć po rewitalizacji i ostatnio śluzowały niemiecki statek , czy będą mogli bądź chcieli nas prześluzować życie pokaże . Próbowaliśmy się dodzwonić do zarządu śluz, ale nie było się z kim dogadać.  Płyniemy  wierząc w szczęśliwą gwiazdę a śluzowanie będziemy omawiać na miejscu.  
Jutro wczesna pobudka , bierzemy graty i wracamy do Torunia, pakowanie i start około 09.00 rano , będziemy pokonywać ostatni odcinek Wisły i będziemy wkraczać w nowa rzekę i nowe wyzwania.
Pozdrawiamy wszystkich nam kibicującym .

piątek, 1 lipca 2011

Dzień 18

Start : N 52⁰52.677′ E 018⁰50.125′
Obóz  : N 53⁰00.367′ E 018⁰35.667′ 
Przebyta odległość : 26 km
Pogoda:  zachmurzenie durze , deszcz, silny wiatr.

Wieczorem pożegnaliśmy Mariana i Ikę, wrócili do Grudziądza, a my obserwowaliśmy przybywający poziom wody, od momentu przybicia przybyło około 0,5 metra. Podciągamy kajak wiążemy i szykujemy się do snu. Około 04.00    budzi nas dudnienie silnika , potężny pchacz pchał w dół rzeki 300-tonowa barkę z elementami mostu. To dla tego zespołu podniesiono wodę w rzece. Budzimy się na dobre około 06.00, w porcie gwarno bo zacumowały 2 holowniki i pobierają paliwo. Pogoda pod psem wiatr i mżawka, powolutku się zbieramy, śniadanie na sucho korzystamy z zapasów dostarczonych przez Ike i Mariana. Pakujemy manele, zapora przestała spuszczać wodę, poziom opada. Zegnamy się z dyżurnym WOPR-u dziękując za gościnę. Generalnie polecamy wszystkim ta przystań : slip, bar, czyste toalety, atmosfera ludzi bezcenna . Polecamy 710 kilometr Wisły.   
Ruszamy o 08.15 i  od samego początku walczymy z wiatrem z fala i deszczem. Całe szczęście prąd nam sprzyja a wysoki poziom pozwala płynąć  na skróty poprzez mielizny i przełomy.   Znaki nawigacyjne ulęgają zmianie z boi na znaki nabrzeżne, więc na nowo uczymy się czytać trasę. 
Walczymy z przeciwnym wiatrem, sztormując pod wysokie fale. Do Torunia mamy 26 kilometrów, perspektywy kilkugodzinnego parcia na wiosła.  Powoli docieramy do mostu autostrady A1, troszkę  dalej mijamy ruiny krzyżackiej warowni  u ujścia Drwęcy. Krótko przed Toruniem mijamy budowany przyczółek przyszłego mostu Armii Krajowej.  Dopływamy do przedmieść Torunia  przepływamy pod mostem kolejowym. Po prawej stronie mijamy  Bulwar Filadelfijski,  przepływając pod mostem drogowym 200 m dalej docieramy o 12.30  do przystani. Rozpakowujemy kajak, przyjeżdża „Hans”  Land Rowerem pakujemy graty, załatwiamy depozyt kajaka w Toruńskim Klubie Wioślarskim    troszkę nie ma z kim dogadać szczegółów, koniec końców zostawiamy kajak wśród wielu łodzi przykryty plandeką.  Odbierzemy go w niedzielę, teren niby ogrodzony ale nie do końca chroniony, niby nigdy nic nie zginęło z klubu  ale zostawiamy go troszkę z dusz na ramieniu. Jedziemy do Lubicza  w gości do Sławka i Joanny. Będzie to nasz ostatni przystanek aż do Świnoujścia, w planie  pranie, suszenie i zbieranie sił. W niedziele ruszamy dalej do Bydgoszczy a tam cała masa śluz, zastanawiamy się czy uda się nam śluzować czy będzie cała masa przeniosek.  Będziemy walczyć aż do Warty , a dalej już powolutku będzie z górki.  
Pozdrawiamy z Torunia.  

czwartek, 30 czerwca 2011

Dzień 17

Start : N 52⁰38.076′ E 019⁰19.761′
Obóz  : N 52⁰52.677′ E 018⁰50.125′
Przebyta odległość : 49 km
Pogoda: słonecznie zachmurzenie  małe, porywy wiatru kierunek zmienny.

Pobudka o 06.30 , pakowanie. Namiot mokry jak szmata, ale cóż trzeba płynąć, więcstartujemy ok 08.00. Fala duża na zalewie, ale całe szczęście wieje w plecy.  Płyniemy prawym brzegiem, mijamy tablice  z 666 kilometrem Wisły. Taki smaczek dla miłośników okultyzmu.
Przerzucamy się na lewy brzeg , troszkę z dusza na ramieniu, bo faluje nieżle, ale udaje się bez sensacji.  Brzeg  jestpełen szuwarów i jeziorowych chaszczy, i troszkę to dla nas egzotyczny widok. Na horyzoncie pojawia się zapora w Włocławku . Po 19 km wpływamy do portu przed śluza i cumujemy obok jachtów.  Idę potwierdzić możliwość śluzowania. Po krótkiej rozmowie otrzymmujemy zgodę, chociaż generalnie nie śluzuje się kajaków. Podczas ewidencji śluzowania nasz kajak zostaje zakwalifikowany jako łódź o napędzie wiosłowym.   
Opłata 3,64 złotego za śluzę tylko dla nas. Czekamy do godz. 12.00 , popijamy herbatę zaserwowaną przez właściciela jachtu „To znowu Ja” (dziękujemy raz jeszcze za udzieloną  gościnę).
O 12.00  kierowani przez obsługę wpływamy w napełniona śluzę...zaczyna się spuszczanie wody różnica poziomów 15 metrów. Po spuszczeniu wody zostaliśmy na dnie basenu o długości 200 m i głębokości 15 metrów ..Łaaa wrażenie niesamowite. Otwierają wrota śluzy i wypływamy na kanał prowadzący do Wisły. Jeszcze raz dziękujemy serdecznie obsłudze śluzy za umożliwienie przepłynięcia. Doznania byłyo niebo lepsze niż gdyby skończyło się na przenoszeniu  kajaka przez zaporę.
 Znowu wpadamy w prąd rzeki ..i  jakże inaczej się płynie niż na zalewie. Woda niska, odwykliśmy troszkę od rzeki  i władowaliśmy się na kamienie. Musimy się trzymać toru, bo kamiennych jest na rzece przewałów sporo. Mijamy malowniczo położony Włocławek
Aura na sprzyja: słoneczko  iwiaterek w plecy-płynie się dość żwawo. Mijamy zacumowany w zatoce jacht z przywiązanym do burty rowerem , chwilkę potem motorówkę straży pożarnej. Jak się później okazało wracali z poszukiwania topielca.
Płynąc z prądem  mijamy malowniczo położone ruiny kamienno-ceglanego zamku nad rzeka.   
W Nieszawie mijamy prom z napędem boczno-kołowym, czegoś takiego to jeszcze nie widzieliśmy. Takie dziwado, nawet nie wiedzieliśmy ze coć takiego może pływać. :)

 Dochodzi 17.00 zaczynamy się rozglądać  za miejscem na obóz. Z uzyskanych informacji wiemy, że dziś będą spuszczać wodę, więc podskoczy poziom rzeki. Potzrbyjemy wysokiej wyspy bądź łachy i tak szukając kilometr za kilometrem trafiamy na przystań Ciechocinek . Rozbijamy namiot pod znakiem 710 km biegu Wisły. Miła atmosfera, dogodne dojście do wody, polecamy!

Był to w którym odnalezli nas fantastyczni ludzie z Grudziądza-Ika i Marian. Przywieżli nam wspaniałe kotlety...i galaretekę z owocami, na widok której dostalismy ślinotoku!!!!
Uściski i wiekie podziekowania za odwiedziny i smakołyki :)

 Jutro docieramy do Torunia, gdzie mamy zamiar zdeponować kajak w Toruńskim Klubie Wioślarskim i wpaść gościnę do przyjaciół.

Trawy i pozdrawiamy.




środa, 29 czerwca 2011

Dzień 16

Start : N 52⁰26.811′ E 019⁰54.844′
Obóz  : N 52⁰38.076′ E 019⁰19.761′
Przebyta odległość : 48 km

Pogoda: zachmurzenie  małe   z przejaśnieniami, porywy wiatru.
Po południu : dzurze powristy wiatr.


O poranku znowu niespodzianka,  zatoczka na wyspie której się rozbiliśmy zmieniła się w błotniste bajoro, a kanał łączący zatoczkę/bajoro w błotnista maż. W nocy opadła woda. Kajak z wyposażeniem i Arturem przeciągnąłem metodą „na skoczka”. Artur odpycha/ podnosi  się na  pagajach, ja ciągnę kajak, po 15 minutach dotarliśmy do nurtu. Wystartowaliśmy  o 08.30  rzeka leniwe rozlewa się  prąd coraz słabszy, aura  sprzyja słonce i bezwietrznie.  Mijamy wyspy i mielizny. Przed  Płockiem spotykamy ekipę trenujących wioślarzy, po raz pierwszy przegrywamy w szybkości . Chłopaki suna na wodzie z prędkością motorówki ,na  której siedzi trener i wrzeszczy przez megafon.
 Dopływamy do Płocka , cumujemy w marinie, bulwar na miarę XXI wieku..  marina „Morka” ma klimat troszkę starsz,y ale bardziej gościnny . Atmosferę psują tylko  latające jętki, dzisiaj miały wyląg i są ich miliony. Wlatują do nosa, uszu, oczu po prostu gdzie popadnie, niby nie gryzą ale są upierdliwe.   
Panowie z mariny bezinteresownie udzielili rad i dali mapę zalewu włocławskiego. Po dwugodzinnym pobycie płyniemy dalej. Na prawym brzegu klify , a co dogodniejsze miejsca biwakowe odgrodzone i oznaczone tabliczkami „Teren prywatny”. Potem to już same klify, lewy brzeg jest dogodniejszy do noclegów ale, nie chcemy zasuwać przez cały zalew w poprzek. Mamy tez mapę z kotwicowiskami dla jachtów , myślę damy rade. Zalew rozlewa się mijamy wyspę pełną martwych drzew zasiedlonych przez kormorany. Płyniemy dalej wolno i mozolnie bez prądu,  planujemy zacumować w zatoce ciszy , w czasie burzy trafiamy na nią wygląda jak skład śmieci połączony z wrakami z Zatoki  Świn na Kubie , ciśniemy dalej . W  deszczu i burzy docieramy do Dobrzynia nad Wisłą o 19.30  , marina pusta, ludzie gościnni. Rozbijamy namiot na nabrzeżu w okolicznym barze głośna muzyka ale szybko zaprzyjaźniamy się z miejscowymi. Dzisiaj imieniny Jacka  wiec mamy pecha,  jesteśmy obcy a miejscowi gościnni ..
 Mamy już załatwione telefonicznie śluzowanie na tamie.Pozostało do przebycia około 20 km do śluzy, myślę ze damy rade zrobić do 12.00.  Dobrzyńska gościnność dobija nas  z minuty na minutę. Przyszła straszliwa ulewa, cieszymy się ze siedzimy nie w naszym namiocie, ale jak się okazało dzielnie zniósł nawałnice, nic nie zamokło .